Pomógł: 12 razy Dołączył: 24 Maj 2009 Posty: 53 Eryników: 15 Skąd: stąd innego, niż kate-rama
Wysłany: Nie Maj 23, 2010 9:22 pm Największy bohater Wielkiej Wojny
Rosa była wokół taka, że po kilkunastu krokach - właściwie należałoby to określić nowym słowem: suwach, na klęczkach, na brzuchu i w każdy inny sposób, ale najmniej na nogach - mundur i wszystko, co pod nim, stanowiły jedną obcą, obrzydliwie zimną substancję, oblegającą ciało i ciążącą nie mniej, niż bęben z rozwijanym mozolnie kablem. Jako fachowiec, Aron od razu rozpoznał, że nie jest to typowy przewód komunikacyjny. Chyba nawet przyrównanie do przewodu było, albo na wyrost, albo w ogóle umowne. To co układał w ziemi lekko tylko maskując, było giętkie jak guma, a jednocześnie ani trochę nie rozciągliwe, jakby złożone z maleńkiej wielkości łusek, tylko trochę zachodzących na siebie. Oczywiście te obserwacje Aron poczynił wczoraj (dzisiaj?) na krótko przed wyruszeniem w teren. Cała drużyna łączności została objuczona tym czymś i posłana - każdy na przydzielony odcinek. Jego zadaniem było ułożenie "kabla" równolegle do niemieckich pozycji, prawie na linii granicznej: od słupa w pobliże odległego o pięć kilometrów w linii prostej polnego przejścia granicznego. Dlaczego akurat tam i dlaczego wzdłuż granicy - Aron nie wiedział. Zdziwiło go to wprawdzie, ale nie aż tak, by zadawać pytania. Nie byłoby zresztą od kogo oczekiwać odpowiedzi. Profesor Konarzewski, (Aron rozpoznał go natychmiast, mimo że jedynie minęli się w wejściu do stanowiska dowodzenia batalionu) który zapewne był właściwą osobą do odpowiadania na wszelkie związane z "kablem" pytania, był na ich pozycjach tylko przez chwilę trzy dni temu. Wówczas jednak nikt nie wiedział co przyjechało w furgonie, który stał zaparkowany przy drodze na Gałków. Zresztą furgon był, jak każdy inny, więc czemu by się miał ciekawić? Z "kablem" zapoznał się dopiero na godzinę przed wyruszeniem w pole. Sierżant powiedział jedynie, że to jest ważne, tajne i odpowiedzialne. Zadaniem Arona, jak i całej jego drużyny było rozwinąć "kabel" na odcinkach przydzielonych według wręczonej każdemu mapy i połączyć go z "kablem" układanym przez kolegę. Jednocześnie mają to robić tak, by być niewidocznym, choć na samo maskowanie "kabla" nie było czasu, a zresztą specjalnie na to nie naciskano.
Sapiąc z wysiłku, a przecież dygocąc od wszechobecnego zimna, nawet nie zauważył, jak wyczołgał się z rzadkich krzaków i prawie zanurkował w rów melioracyjny. Na dnie było tylko nieco błotnej mazi. Właściwie nie miało już dla niego znaczenie po czym się posuwał. Myślał jedynie o tym, by pozostać niezauważonym. Samo rozwijanie "kabla" nie było przecież niczym szczególnym. Trudność polegała na zachowaniu ciszy i niewidzialności. Już nawet nie patrzył, czy kabel jest na schowany, czy nie. Za rowem zresztą była wysoka, leśna trawa, ułożenie go w niej z pewnością gwarantowało jego zamaskowanie... o ile ktoś nie będzie się poruszał wzdłuż granicy. Wówczas bowiem ślady jego działań będą w oczywisty sposób widoczne. No, ale przecież kto miałby maszerować w poprzek zlokalizowanych naprzeciw siebie wojsk? A może Niemców wcale tam nie ma? Przecież muszą pozostawić ogromne siły na zachodzie. O ile zresztą w ogóle będzie wojna?... No, w takie szczęśliwe rozwiązanie to Aron nie wierzył zupełnie. Nie wierzył nikt z tej części jego rodziny, która została wyrzucona z Niemiec i owej szarej godziny wraz z tłumem innych wysadzona na obskurnej granicznej stacyjce po stronie polskiej. To i wszystko co było potem składało się na jedno: ONI są zdeterminowani realizować ten ich Lebensraum. Tak więc, choć pomruk motorów, jaki niósł się zza granicy poprzedniej i wcześniejszej nocy, dziś umilkł zupełnie, Aron przyrównał machinalnie do ciszy przed burzą. Tylko Adam wysunął hipotezę, że może pojechali demonstrować w inne nadgraniczne rejony... Fakt - w tej chwili słychać było tylko niezmordowany bzyk świerszczy, chrzęst obracanego bębna i ciężki oddech Arona.
Przystanął i otarł czoło. Z potu? Rosy? Wyciągnął mapnik i spróbował zorientować się co do własnej pozycji. Wiele nie było widać, choć noc była księżycowa, jednak znał teren z czasów przedmobilizacyjnych. Niewiele się zmieniło od tamtych chwil. Na tle nieba rozpoznał kępę brzóz, które były docelowym punktem jego zadania. Uznał, że może odpocząć, ale zimny dreszcz, który zaczynał znów przelatywać mu przez plecy zniechęcał do prób wypoczynku. Jedyna rada, to nadal się czołgać, aż dojdzie do końca swojego odcinka: przynajmniej nie będzie się trząsł z zimna. "A potem spierdalajta, chopy, ino chyżo!..." - zadźwięczała mu w głowie końcowa część rozkazu sierżanta na odprawie drużyny. "No to jeszcze parę kroków i chodu" - pomyślał i stwierdził, że mimo wszystko musi odpocząć. Ale musi też coś zrobić, by zaraz nie roztrzęść się z zimna jak osika. Wydawało mu się, że dzwonienie jego zębów będzie słychać hen, aż do niemieckich pozycji, gdziekolwiek one są...
Na niebie już brzaskało, gdy nagle dotarło do niego, że śpi. Poderwał się gwałtownie, lecz zaraz zapadł na powrót w trawę, bo łoskot, jaki przy tym uczynił wydał mu się niczym huk działa. Spojrzał na kępę drzew, do której dążył. Nie przybliżyła się zbytnio od chwili, gdy spoglądał poprzednio w jej kierunku. Teraz począł energicznie czołgać się w tę stronę. Już nie myślał ni trochę o maskowaniu "kabla". Byle tylko dotrzeć do końca i połączyć go z tym, który był rozwijany stamtąd przez innego żołnierza. Jeszcze piętnaście metrów... jeszcze dziesięć... pięć... W tym momencie na niebie przetoczył się pomruk. Ale to nie burza. Spojrzał w górę. Nie był to też samolot. Była to cała eskadra samolotów, a za nią jeszcze jedna, lecących na dużym pułapie na północny wschód.
"A WIĘC JEDNAK!..." - zawyło mu w głowie. Już się nie czołgał, lecz poderwał na nogi i kilkoma susami dobiegł najbliższej brzozy. Byle zdążyć połączyć kabel!... Ale gdzie on jest? W świetle wstającego, nie przeczuwającego jeszcze nadciągającego kataklizmu poranka, widać było jeszcze mniej, niż w księżycową noc, która minęła. Jak człowiek, który rozpaczliwie szuka czegoś, co przed chwilą zgubił, rzucił się na kolana i rękami szorował po ziemi, nawet nie czując, że je rani do krwi. Był pewien, że cała ta jego mordęga będzie na nic, jeśli nie znajdzie drugiego "kabla" i nie połączy ze swoim. I był pewien, że to jest niezwykle ważne; że nie chodzi o jeszcze jeden przewód telefoniczny. Gdyby miał czas formułować myśli, powiedziałby, że od tego zależą losy wojny."Gdzie to, kurwa, jest!?!... Gdzie?!..."
Nagle pacnął się w hełm! Sam przecież swój kawałek przywiązał do drzewa przy miejscu, od którego rozpoczynał własną wędrówkę! Rzucił się do drzew i zaczął je obmacywać tam, gdzie pnie wychodziły z ziemi. Choć odnalazł przywiązany kabel dopiero za siódmą, albo ósmą próbą, ucieszyło go to ogromnie. Panicznymi ruchami zrzucił z siebie bęben, wyciągnął nóż i odciął "kabel" od resztek nawiniętego zwoju. Teraz przeciął kabel przywiązany do brzozy i zaczął łączyć obie końcówki. Zupełnie bezmyślnie i machinalnie, od dawna wyuczonymi ruchami, począł skrobać ostrzem noża po łuskowym płaszczu w poszukiwaniu przewodów, które chciał wydobyć by złączyć z tymi drugimi, gdy go olśniło przypomnienie, by tego nie robił. "Kabel zwiążecie jak sznurek i tyla!..." - pouczał sierżant.
W tym momencie powietrze się rozwyło od przelatujących mu nad głową pocisków artyleryjskich. Mimowolnie zarył twarzą w ziemi, ale wybuchy, choć głośne, były daleko, na przedpolu okopów jego brygady. Gwałtownie zerwał się na kolana i drżącymi rękami zaczął wiązać oba kawałki "kabla" jak sznur do bielizny. Nie było to łatwe. Choć giętki, kabel ślizgał się na zadzierzganej pętli i rozjeżdżał, wysuwając z tworzonego supła. Aron zagarnął większe odcinki obu kabli i pętle zaczął zawiązywać dalej od uciętych końcówek. Teraz pomogło! Jeden z pocisków ściął czubek brzozy, pod którą klęczał Aron i łupnął o jakieś dwieście metrów dalej, rozświetlając upiornym błyskiem na mgnienie całą okolicę. Odcięty kawałek drzewa walnął Arona w hełm, aż świat mu w oczach zawirował. Tracąc przytomność, mocniej jeszcze zaciskał węzeł i zdawało mu się, że widzi, jak brzozy po wschodniej stronie "kabla" zniknęły, a z samego kabla wytrysnęła niebieska poświata. Później już wszystko znikło i Aron pogrążył się w ciemność.
Ocuciło go uczucie gorąca. Coś tak, jakby leżał zbyt blisko przy ognisku. Tyle tylko, że grzało w plecy, a on leżał przecież twarzą do ziemi. Wolno podniósł głowę i ze zdumieniem stwierdził, że twarz i usta ma pełne sypkiego piasku, jakby wziętego prosto z nadmorskich wydm. Poderwał się chwiejąc. Hełm zsunął mu się i pacnął na piach. W oddali padały pociski, wzniecając słupy piachu, dymu i ognia. Ale zniknął las, zniknęła mokra trwa, a nad głową, przez kurz i dym dostrzegał gorące słońce. Dopiero po chwili uświadomił sobie, że pociski nadlatują znikąd, bezgłośnie, dopiero obwieszczając swoje przybycie detonacjami. Spojrzał pod nogi: "kabel" także znikł. Pomacał mundur był jeszcze mokry, ale cały gorący i parował.
"Co tu się..." - zaczął formułować w myśli pytanie raczej retoryczne i jednocześnie błysnęło mu w obolałej głowie podejrzenie odpowiedzi na nie. - "Czyżby to?..." - coś, co przychodząc do siebie wziąłby za złudzenie zamroczonego uderzeniem mózgu, teraz stwarzało podstawę do całkiem rozsądnych rozumowań. - "Więc dlatego wzdłuż, a nie w poprzek pozycji..."
Eksplozje zmniejszyły stopniowo swą częstotliwość, by po jakichś trzech, czterech minutach zamrzeć całkowicie.
Jeśli zatem jego przypuszczenia były prawdziwe, za chwilę pojawią się tu nacierający Niemcy. Rozejrzał się. Poprzez opadający kurz widział jedynie spaloną słońcem piaszczystą ziemię, dalej zarys poszarpanych wiatrem skał. Nigdzie ukrycia. Do skał nie zdąży dobiec, choćby był mistrzem biegu maratońskiego. A mistrzem w biegach w ogóle nie był. Postanowił usiąść i czekać, spoglądając w stronę przeciwną do tej, gdzie przed chwilą jeszcze eksplodowały pociski.
I rzeczywiście. Czołgi pojawiły się również znikąd. Ot, nagle wyłoniły się z rozgrzanego powietrza, jak fatamorgana. Minęły go z łoskotem i pognały dalej do przodu. Za nimi biegli piechurzy, skuleni w sobie, w przygarbieniu przebierali wartko nogami. Chyba go nie zauważyli. Aron patrzył za nimi w milczeniu, jak oddalają się coraz bardziej i już wiedział, że za niedługo zobaczy ich znowu. Tymczasem pojawiały się nowe pododdziały piechoty, biegnąc nierówną tyralierą. Ci go dostrzegli. Bez ociągania podniósł się z uniesionymi wysoko rękami. Jeden z żołnierzy podbiegł do niego wymierzywszy lufą karabinu.
- Halt! Hände hoch!... wrzasnął, jakby Aron miał jeszcze jakieś ręce do podniesienia. Na twarzy Niemca malowało się jednak osłupienie. Kątem oka Aron dostrzegł, że czołgi już stanęły. Po chwili nadbiegł oficer. Na jego twarzy również malowało się kompletne zaskoczenie.
- Was ist los?!... - wołał ni to do Arona, ni to do siebie, ni to do celującego w Arona żołnierza. - Schikora, komm hier! - rozdarł się nagle odwracając od nich. Po chwili nadbiegł żołnierz z dystynkcjami podoficera. - Frag ihn, wo seine Kollegen sind und wo sind wir in algemeinen!
Schikora zwrócił się do Arona.
- Pan porutschnik sie pyta, gdzie som polskie szołniesze i gdzie my som w ogóle?
Wiedza, a raczej pewność tej wiedzy, będącej odpowiedzią na zadane pytanie, tak umocniła Arona, że paniczne osłupienie Niemców pozwoliło mu na szyderstwo w myślach. "Jak to gdzie?!... w Lebensraumie, kurwa wasza mać!..." Ale głośno powiedział, przybierając nie mniej zaskoczony wyraz twarzy:
- Nie wiem, naprawdę, zupełnie nie wiem...
Rosa była wokół taka, że po kilkunastu krokach - właściwie należałoby to określić nowym słowem: suwach, na klęczkach, na brzuchu i w każdy inny sposób, ale najmniej na nogach - mundur i wszystko, co pod nim, stanowiły jedną obcą, obrzydliwie zimną substancję, oblegającą ciało i ciążącą nie mniej, niż bęben z rozwijanym mozolnie kablem.
Boooosz, pierwsze zdanie, a ja już mógłbym przez pół godziny sypać pretensjami. Po pierwsze: to jest brzydko mówiąc w ch** długie. Ilokrotnie ten badziew jest złożony? Siedmiokrotnie? I jeszcze pomiędzy myślniki wciśnięto tyle, że zapomina się o co chodziło w nadrzędnej części zdania. Czytając to trzeba zaangażować wszelkie pokłady umysłu, by się nie pogubić, a w moim mało rozgarniętym przypadku potrzebowałem przeczytać drugi raz. I co się okazało? Że nie ma tu żadnej zawiłej treści, to tylko autor rzecz prozaiczną sztucznie napompował do absurdalnych rozmiarów. Pochwaliłbym, że jest akcja już od pierwszego zdania, ale co z tego, skoro nie da się go ogarnąć?
Gawiedz napisał/a:
Chyba nawet przyrównanie do przewodu było, albo na wyrost, albo w ogóle umowne.
A idźcie wy w cholerę z waszymi mądrymi kategoriami. Kabel to to samo co przewód. Dla mnie, tak samo jak dla większości społeczeństwa zawsze tak było i zawsze tak będzie. Co to za wkurzający motyw, że kabel musisz wkładać w cudzysłów? Bo takie grube, że nazwanie go przewodem to nadużycie, a kablem technicznie nie jest? Co gorsza, tekst ma ledwie dwie strony, a słowo "kabel" pojawia się 22 razy...
Kolejny zarzut. Rozpoczynasz od akcji i z miejsca wskakujesz w retrospekcję, wyjaśniasz każdy zbędny szczegół, a ja ciągle zastanawiam się co tam się dzieje u tego zmokłego bohatera z pierwszego zdania.
A dalej jedno wielkie dumanie gdzie położyć, gdzie mogą być Niemcy, gdzie to, gdzie tamto, gdzie sramto... Ależ nuda.
No cóż, mógłbym powiedzieć, że pewnie nie jest najgorsze, ale nie mogę powiedzieć z pewnością, bo nie kumam. Ale zamiast tego powiem, że nie kumam, bo jest bardzo cienko napisane. Stąd pomysł możesz wywalić przez okno, bo nie udało ci się przelać go w zrozumiały sposób na tekst.
Ogólna ocena będzie więc nijaka. Niby ciekawi człowieka o co cały szum z tym kablem, a jednak akcja jest tak nieporadnie i nudno skonstruowana, że w połowie zasypia się tak jak bohater i traci się uwagę wymaganą do zrozumienia, co to cholerstwo niby miało robić. Całość pierwszej części można streścić do "koleś czołga się rozwijając kabel ze szpuli", a wszystko poza tym to albo nudne retrospekcje albo sztuczne zapychacze w postaci wewnętrznych myśli bohatera. Dalej coś tam się dzieje, ale dalej ciężko to zrozumieć, zwłaszcza gdy uwaga czytelnika jest uśpiona wcześniejszym.
No, nijak no. Przeciętnie, marnie. Nie udało ci się wciągnąć mnie w tą historię, choć klimaty wojenne bardzo lubię. Moim zdaniem wina opisów i nieumiejętnie prowadzonej akcji.
Miłego.
_________________ To, co napisane bez wysiłku, zazwyczaj czyta się bez przyjemności. - Samuel Johnson
Witaj Gawiedziu. Chyba sie jeszcze nie znamy, ale szybciutko to nadrobimy. :)
Ty sie nie sluchaj co Icarus wypisuje, wiadomo, ze jego malo co zadowala - to raz, dwa - my tu jestesmy po to, by sie uczyc i szlifowac. Gdybysmy byli tacy swietni i najswietniejsi, bylibysmy od dawna bardzo bogaci i pewnie obrzydliwie zmanierowani. ;)))
Zatem, tylko sie cieszyc, ze tak nie jest, bo dzieki temu mozna czasem sobie cos calkiem sympatycznego i przyzwoitego wybobrowac do czytania.
Zaczne od konca - pozwolisz?
Przepraszam, ale w tym niemieckim dialogu masz drobny blad, a nawet dwa:
Gawiedz napisał/a:
- Frag ihn, wo seine Kollegen sind und wo sind wir in algemeinen!
Jak juz to: im. Im allgemeinen.
A jak tak naprawde juz, to mnie sie to nie podoba. Uzylabym innego okreslenia. Hm... In ganzem Großen? Überhaupt?
No i on wcale nie pyta o polskich zolnierzy... (Juz pomijam to, ze zestresowany sytuacja, frontem i sama walka - nawet! - oficer nie bedzie raczej uzywal wysokoniemieckiego). ;)
I jeszcze drobiazg - Lebensraum. Mysle, ze brakuje objasnienia. Mozna je wrzucic mimochodem, albo "zaczac" od jezyka polskiego. Bo przeciez nie kazdy wie co to znaczy, albo bedzie mu sie chcialo szukac znaczenia tego slowa.
A teraz powaznie i pokolei.
Podobalo mi sie. Przeczytalam bez bólu i zainteresowaniem. Fakt, zgodze sie z Icarusem, poczatek wyszedl Ci malo szczesliwie, ale potem ten nadmiar rosy jakos obeschl.
Pomysl ograny, ale na duzy plus "kabelek-niewidek". Cos tam sie jednak znalazlo. I to cos mozna spokojnie poprawic.
Gawiedz napisał/a:
Profesor Konarzewski, (Aron rozpoznał go natychmiast, mimo że jedynie minęli się w wejściu do stanowiska dowodzenia batalionu) który zapewne był właściwą osobą do odpowiadania na wszelkie związane z "kablem" pytania, był na ich pozycjach tylko przez chwilę trzy dni temu.
Przecinki nie lubia Cie chyba zbytnio? Przesun pierwszy za nawias, a drugi wstaw przed: ze.
(Musze sie znowu zgodzic z Icarusem - po kiego grzyba ten kabel jest w cudzyslowiu? I za duzo go, zdecydowanie).
Gawiedz napisał/a:
Samo rozwijanie "kabla" nie było przecież niczym szczególnym. Trudność polegała na zachowaniu ciszy i niewidzialności. Już nawet nie patrzył, czy kabel jest na schowany, czy nie.
Co to jest niewidzialnosc? To znaczy, chyba sie domyslam o co chodzilo, ale pytam sie o to, co nie wyszlo. W drugim zdaniu albo cos zjadles, albo... wyplules.
(Kolejna dygresja. Po co te wielkie litery?).
Gawiedz napisał/a:
Wówczas bowiem ślady jego działań będą w oczywisty sposób widoczne. No, ale przecież kto miałby maszerować w poprzek zlokalizowanych naprzeciw siebie wojsk? A może Niemców wcale tam nie ma? Przecież muszą pozostawić ogromne siły na zachodzie. O ile zresztą w ogóle będzie wojna?... No, w takie szczęśliwe rozwiązanie to Aron nie wierzył zupełnie. Nie wierzył nikt z tej części jego rodziny, która została wyrzucona z Niemiec i owej szarej godziny wraz z tłumem innych wysadzona na obskurnej granicznej stacyjce po stronie polskiej.
Czegos tu za duzo. Albo daruj sobie wynurzenia Arona, albo je rozwin. Bo to tak ni przypial ni wypial. Mysle o watku jego pochodzenia i rozwazan - co by bylo gdyby.
Gawiedz napisał/a:
Na niebie już brzaskało, gdy nagle dotarło do niego, że śpi.
Przepraszam... co to jest "brzaskanie"? I jak mozna spac, a zarazem byc w pelni swiadomym?
Gawiedz napisał/a:
Nie przybliżyła się zbytnio od chwili, gdy spoglądał poprzednio w jej kierunku.
Pewnie, jak sie spi to nie biega. :)
Gawiedz napisał/a:
Już nie myślał ni trochę o maskowaniu "kabla"
A co to? To znaczy, ja wiem, ale tak lubie samogloski...
Gawiedz napisał/a:
Zupełnie bezmyślnie i machinalnie, od dawna wyuczonymi ruchami, począł skrobać ostrzem noża po łuskowym płaszczu w poszukiwaniu przewodów, które chciał wydobyć by złączyć z tymi drugimi, gdy go olśniło przypomnienie, by tego nie robił.
Hm. To ja tak - dla szanownych pan - teraz slowo wyjasnienia (Ty Odo, nie czytaj, Ty to wiesz). Gdy laczysz kable, to po nich nie skrobiesz. Nacinasz ostrzem (nozem, nacinakiem do kabli) izolacje, by "dostac" sie do drucika w srodku (rozmiar jest w tym momencie mniej wazny) i albo je zwyczajnie skrecasz, albo lutujesz, albo uzywasz "kostek" do tego celu. Na przyklad. Ale wlasciwie skrobac tez mozesz... Co kto lubi. ;P
Gawiedz napisał/a:
Odcięty kawałek drzewa walnął Arona w hełm, aż świat mu w oczach zawirował.
Nie no... A nie mógl go tak zwyczajnie uderzyc?
Gawiedz napisał/a:
Ocuciło go uczucie gorąca. Coś tak, jakby leżał zbyt blisko przy ognisku.
Wyglada na to, ze sie nie znam, albo jeszcze wiele musze nauczyc. Albo sie zwyczajnie czepiam. ;) Cuci raczej chlód, wilgoc. Gorac raczej powala, pozbawia przytomnosci, albo przynajmniej oslabia.
A co to jest to: cos tak?
Gawiedz napisał/a:
Ale zniknął las, zniknęła mokra trwa, a nad głową, przez kurz i dym dostrzegał gorące słońce.
Ja naprawde lubie samogloski, dostaw já prosze.
Gawiedz napisał/a:
Do skał nie zdąży dobiec, choćby był mistrzem biegu maratońskiego. A mistrzem w biegach w ogóle nie był.
Mysle, ze chodzilo Ci o sprint. Krótki dystans.
Gawiedz napisał/a:
Postanowił usiąść i czekać, spoglądając w stronę przeciwną do tej, gdzie przed chwilą jeszcze eksplodowały pociski.
Tak. To jest zdecydowanie najlepszy wybór i honor dla zolnierza. Moze jeszcze powinien poszukac jakis kwiatków na przywitanie?
Ok. Skonczylam.
Powtórze - podobalo mi sie. Bez wzgledu na wzglad. To wszystko mozna ladnie wyprostowac i bedzie naprawde fajne czytadlo.
Tytul mnie zaciekawil, ale niestety - ma sie naprawde nijak (choc Ty pewnie jestes innego zdania) do calosci.
Dobrymi radami rzucac nie bede - ide spac.
Milego, Josephine :)
_________________ Nie będę cytować innych. Poczekam aż inni będą cytować mnie.
Rosa była wokół taka, że po kilkunastu krokach - właściwie należałoby to określić nowym słowem: suwach, na klęczkach, na brzuchu i w każdy inny sposób, ale najmniej na nogach - mundur i wszystko, co pod nim, stanowiły jedną obcą, obrzydliwie
zimną substancję, oblegającą ciało i ciążącą nie mniej, niż bęben z rozwijanym mozolnie kablem.
To zdanie zabiło mnie na sam początek swoją długością.
Rzucasz w nim całą masę obrazów, które ja muszę sobie wyobrazić, żeby móc stworzyć obraz czołgającego się po mokradłach faceta. Skutek? Zanim dotarłem do końca zamiast obrazu czołgającego się faceta, miałem obraz rozwijanego kabla. Facet zniknął.
Co jest w moim odczuciu problemem tego zdania?
Postaraj się podzielić je na kilka opisów, zaczynając najbardziej ogólnego, kończąc na najbardziej "zdetalizowanym":
1) Zdanie opisującego faceta, rozwijającego kabel tuż przy froncie.
2) Zdanie opisujące detale wizualne (takie, które można zobaczyć). jak rozwija? Jak wygląda? Etc
3) Zdanie opisujące odczucia bohatera. Że jest mu ciężko. Że jest zmęczony.
Każdy z punktów przedstawia całkowicie inny obraz. Jak łączysz je w jedno zdanie dostajesz ciężko strawnego tasiemca.
Chyba, że naprawdę dobrze umie się to robić - wtedy można kombinować...
Do tego wytłuszczenie: To nie jest nowe słowo. Taka informacja od narratora jest tu zupełnie zbędna; zabija klimat, rozpycha i tak długie już zdanie.
Cytat:
Jako fachowiec, Aron od razu rozpoznał, że nie jest to typowy przewód komunikacyjny.
Tutaj bardzo ładnie rzuciłeś obraz bohatera, który od razu coś tam rozpoznaje.
Już z tego faktu wynika, że ma coś w sobie z fachowca.
Wytłuszczoną część można usunąć, niepotrzebne rozepchanie i powtórzenie informacji (redundancja).
Do tego znowu, tego typu wstawki zabijają klimat, pokazuj - nie informuj.
Spraw, żebym ja samemu na podstawie czynów bohatera (i jego reakcji w świecie przedstawionym) pomyślał: Aha! Facet jest fachowcem.
Inny dobry sposób, to dialogi, wypowiedzi bohatera, czy wypowiedzi bohaterów drugoplanowym o głównym bohaterze.
Oprócz tego, gdybyś pominął wytłuszczoną cześć, miałbyś ładne wprowadzenie narracji w punkt widzenia bohatera.
Cytat:
To co układał w ziemi lekko tylko maskując, było giętkie jak guma, a jednocześnie ani trochę nie rozciągliwe, jakby złożone z maleńkiej wielkości łusek, tylko trochę zachodzących na siebie.
Jeśli tworzysz obraz czegoś, czego czytelnik nigdy nie widział, musisz bardziej się postarać.
Krótkie zdania. Proste przyrównania do dobrze znanych, wizualnie, rzeczy.
Starałem się, ale nie jestem w stanie wyobrazić sobie co to mogło być.
Powód? Opisujesz mi odczucia bohatera.
Giętkie jak guma, ani trochę rozciągliwe - te określenia opisują właściwości mechaniczne materiału, które trzeba poczuć.
Zacząłbym od opisu typowo "wizualnego" i uzupełnił go opisem pozostałych właściwości. Tak będzie prościej sobie to wyobrazić.
Cytat:
Oczywiście te obserwacje Aron poczynił wczoraj (dzisiaj?) na krótko przed wyruszeniem w teren.
Chciałeś przekazać niezdecydowanie bohatera. Przekazałeś niezdecydowanie narratora.
Napisałbym to wprost, nie jako wzięte w nawias, ale jako np. myśli bohatera.
Cytat:
Jego zadaniem było ułożenie "kabla" równolegle do niemieckich pozycji, prawie na linii granicznej: od słupa w pobliże odległego o pięć kilometrów w linii prostej polnego przejścia granicznego.
Czy ta (wytłuszczona) informacja jest na pewno potrzebna?
Pierwsza część jest super. Buduje napięcie, mówi mi dokładnie o tym, co bohater ma zrobić. Kreśli jego sytuację.
A co mi mówi druga? Parę nic dla mnie nie znaczących detali.
Cytat:
Profesor Konarzewski, (Aron rozpoznał go natychmiast, mimo że jedynie minęli się w wejściu do stanowiska dowodzenia batalionu) który zapewne był właściwą osobą do odpowiadania na wszelkie związane z "kablem" pytania, był na ich pozycjach
tylko przez chwilę trzy dni temu.
Zdanie koszmarek. Jak doszedłem do końca zapomniałem co było na początku.
Jakbym to zredagował?
Wyrzuciłbym informacje w nawiasie - zapisana w ten sposób jest zupełnie niepotrzebna. Byłaby potrzebna, gdyby funkcjonowała jako zdarzenie i informowała, że: Aron wszedł do pokoju dowodzenia.
Podzieliłbym to na co najmniej dwa zdania. A najlepiej, zrobił normalną retrospekcję.
Jedyną osobą mogącą cokolwiek powiedzieć o kablu był Profesor Konarzewski - introdukcja drugo (trzecio) planowego bohatera.
Aron spotkał się z nim trzy dni temu. - wprowadzenie do retrospekcji.
Wchodził właśnie do pokoju dowodzenia... - ustawienie "sceny". Można ewentualnie dodać "Wchodził wtedy do pokoju dowodzenia", żeby uwypuklić, że jest to retrospekcja...
I dalej już normalnie pisana retrospekcja.
Cytat:
Wówczas jednak nikt nie wiedział co przyjechało w furgonie
"co przyjechało" jest w odniesieniu do kabla sformułowaniem strasznie potocznym. Skrótem myślowym. Dobrze o tym pamiętać, bo mi osobiście wydaje się to w narracji tego typu mało eleganckie.
Cytat:
Zresztą furgon był, jak każdy inny, więc czemu by się miał ciekawić?
Z tego może wynikać, że furgon miał się ciekawić. ;)
Jak dla mnie kontekst bohatera (to, że narracja robiona jest z oczu bohatera, że to "myśli" bohatera a nie surowa narracja) jest tutaj zbyt zatarty. Ale to może dlatego, że zatrzymuje się przy wielu zdaniach, żeby komentować...
Cytat:
Sierżant powiedział jedynie, że to jest ważne, tajne i odpowiedzialne.
Że kabel jest ważny, tajny i odpowiedzialny?
Dobrze by było dodać, że chodzi o zadanie
Cytat:
Zadaniem Arona, jak i całej jego drużyny
Zadaniem drużyny Arona i to mało eleganckie wtrącenie staje się zbędne.
No to się "powyżywałem" ;)
Starałem się wyciągać wszystko, co mi nie pasowało. Wiele rzeczy można pewnie uznać za drobnostki, wiele, to może moje błędne przekonania. Ale cóż... Może coś tam pomoże.
Ok. Od tego momentu po prostu sobie poczytam i powiem co myślę ogólnie.
Cytat:
Wydawało mu się, że dzwonienie jego zębów będzie słychać hen, aż do niemieckich pozycji, gdziekolwiek one są...
Tak mi się rzuciło, akurat na końcu...
A nie były czasami gdzieś bardo blisko niego? Czytając, miałem takie wrażenie.
Jeśli tak, to dostałby chyba dokładne informacje. Od takich rzeczy zależałoby chyba powodzenie misji...
Cytat:
W tym momencie na niebie przetoczył się pomruk. Ale to nie burza. Spojrzał w górę. Nie był to też samolot. Była to cała eskadra samolotów, a za nią jeszcze jedna, lecących na dużym pułapie na północny wschód.
A czy nie usłyszałby odgłosów tak wielu maszyn już dużo wcześniej? Jeszcze zanim znalazłyby się nad jego głową?
Okej. Podsumowując:
Zbyt wolno się rozkręcało. Na początku zbyt dużo opisów: myśli bohatera, czynności etc.
W krótkim opowiadaniu warto pamiętać, że im bliżej właściwej akcji się zaczyna tym lepiej.
Gdy już się rozkręciłeś to było nawet przyjemnie. Lubie tego typu klimaty.
Końcówka z kolei była strasznym rozczarowaniem. Nie wiem zupełnie o co chodzi. Scena wręcz abstrakcyjna.
Jestem zainteresowany co dalej z tym kablem? Mam nadzieje, że dopiszesz resztę :)
Takie drobne sprostowanie dla tych, którzy są tak samo jak ja skonfundowani zakończeniem. Kolega czytał i zrozumiał: Niemców wyteleportowało na pustynię, a bohatera Wielkiej Wojny razem z nimi. Całkiem wesoły pomysł, ale jak się okazuje nie tylko ja miałem kłopoty ze zrozumieniem, o co autorowi chodziło. Stąd nijakie oceny. Tekst musi być zrozumiały, bo inaczej przekaz się zaciera...
_________________ To, co napisane bez wysiłku, zazwyczaj czyta się bez przyjemności. - Samuel Johnson
Przyznam ci się Gawiedz, że w takim razie, jako czytelnika i jako gracza w HOI rozbawiłeś mnie niemalże do łez :D
Po co się męczyłem? Wystarczyło zasupłać Niemcy i po kłopocie! :DDD
Dobra. Ale do rzeczy.
Przeczytałem tekst jeszcze raz i przeanalizowałem go pod kątem tego, dlaczego go nie zrozumiałem. Bez tego, uważam, mój poprzedni komentarz byłby niepełny.
(Abstrahując oczywiście od braków warsztatowych, które się do tego przyczyniły...)
1. Widać, że narrator stara się wyłożyć czytelnikowi wartość kabla, ale robi to w sposób nieporadny.
Przykładowo, wciska na siłę, w myśli bohatera takie zdania:
Cytat:
Był pewien, że cała ta jego mordęga będzie na nic, jeśli nie znajdzie drugiego "kabla" i nie połączy ze swoim. I był pewien, że to jest niezwykle ważne; że nie chodzi o jeszcze jeden przewód telefoniczny. Gdyby miał czas formułować myśli, powiedziałby, że od tego zależą losy wojny."Gdzie to, kurwa, jest!?!... Gdzie?!..."
Bohater Wojny tak?
Więc było dać bohaterowi wiedzę o kablu. Niechby się dzielił nią stopniowo z czytelnikiem. Byłoby bardziej naturalnie.
2. Całość pachnie mi fantastyką. Może warto byłoby dodać jakąś informacje w tytule...
3. Fakt, że on połączył te kable akurat podczas ataku, może również budzić zastrzeżenia.
Jego misja miała charakter krytyczny dla powodzenia całego planu. Dlaczego nic mu nie powiedzieli?
Wysłali tych ludzi tuż przed samym atakiem, żeby łączyli te kable? A co jakby im się nie udało?
To już nie fantastyka, to trąci absurdem.
Gdybyś zastosował się do punktu 1, nie byłoby z tym problemów. Mógłbyś to ładnie wytłumaczyć.
4. Tuż przed połączeniem kabla, robi się straszny bajzel. Przelatujące samoloty, świszczące pociski, to sprawia, że sprawa kabla o którym tak naprawdę nie wiele wiemy schodzi na drugi plan.
Bardziej interesują mnie losy bohatera, niż losy wojny i kabel.
Punkt pierwszy i jego odpowiednie zastosowanie załatwiłoby ten problem.
5. I chyba najważniejsze.
Cytat:
Jeden z pocisków ściął czubek brzozy, pod którą klęczał Aron i łupnął o jakieś dwieście metrów dalej, rozświetlając upiornym błyskiem na mgnienie całą okolicę. Odcięty kawałek drzewa walnął Arona w hełm, aż świat mu w oczach zawirował. Tracąc przytomność, mocniej jeszcze zaciskał węzeł i zdawało mu się, że widzi, jak brzozy po wschodniej stronie "kabla" zniknęły, a z samego kabla wytrysnęła niebieska poświata. Później już wszystko znikło i Aron pogrążył się w ciemność.
Byłem przekonany, że Aron po prostu oberwał pociskiem i ma halucynacje.
Za duży natłok wszystkiego i ci warsztatu nie starczyło chyba...
6. Na końcu, sentencja informująca o tym, że Niemcy przegrały wojnę mogłaby też pomóc.
Może jakby bohater odpowiedział coś w rodzaju "Hitler Kaput"? ;)
Ah. I oczywiście Niemców trzeba by przenieść bez broni i bez ubrań! I zabrać im manetki, skoro to pustynia ;)
No i bez kobiet!!! ;) Chociaż cholera wie, te SS-manki groźne były :)
Rosa była wokół taka, że po kilkunastu krokach - właściwie należałoby to określić nowym słowem: suwach, na klęczkach, na brzuchu i w każdy inny sposób, ale najmniej na nogach - mundur i wszystko, co pod nim, stanowiły jedną obcą, obrzydliwie zimną substancję, oblegającą ciało i ciążącą nie mniej, niż bęben z rozwijanym mozolnie kablem
Myślę, że przedobrzyłeś od pierwszego akapitu. Zbyt długie, jak na mnie, zdanie powoduje, że musiałam je przełknąć po konkretnym przeżuciu. Rada: odchudź lekko.
[quote="Gawiedz"](Aron rozpoznał go natychmiast, mimo że jedynie minęli się w wejściu do stanowiska dowodzenia batalionu)[/quote
Tu mam wątpliwości, chyba bym zmieniła na minęli się w przejściu
Gawiedz napisał/a:
Zresztą furgon był, jak każdy inny, więc czemu by się miał ciekawić?
Wynika z tego zapisu, że furgon nie był zaciekawiony.
Gawiedz napisał/a:
Trudność polegała na zachowaniu ciszy i niewidzialności.
Pogrubienie: chodziło ci o niezauważalność?
Gawiedz napisał/a:
Na niebie już brzaskało, gdy nagle dotarło do niego, że śpi
Skoro spał to jak dotarło do niego, że świta. Nielogiczne.
Gawiedz napisał/a:
Choć odnalazł przywiązany kabel dopiero za siódmą, albo ósmą próbą, ucieszyło go to ogromnie.
Myślę tak, bohater się spieszy, szuka drugiego końca kabla i w takim pośpiechu połączonym ze strachem liczy każdą próbę odnalezienia?
Wątpię, w każdym razie ja temu opisowi nie wierzę.
Zamieniłabym na po kilku próbach
Gawiedz napisał/a:
. Zupełnie bezmyślnie i machinalnie, od dawna wyuczonymi ruchami, począł skrobać ostrzem noża po łuskowym płaszczu w poszukiwaniu przewodów, które chciał wydobyć by złączyć z tymi drugimi,
Srobie ochronkę kabla wiadomo, że po to by połączyć kable. Nie musisz wszystkiego dokładnie tłumaczyć.
Gawiedz napisał/a:
Wiedza, a raczej pewność tej wiedzy, będącej odpowiedzią na zadane pytanie, tak umocniła Arona, że paniczne osłupienie Niemców pozwoliło mu na szyderstwo w myślach. "Jak to gdzie?!...
To też bardzo ciężkie zdanie . Ogólnie ciężko się czyta, przydługie zdania, często tłumaczące czytelnikowi w sposób łopatologiczny kolejne czynności. Historia sama w sobie może niezła jednak trochę bym nad nią pomyślała.
Pozdrawiam
_________________ Pęd za nieznanym, wyścig nad siły - to szczęśliwie za mną. Śmiech nie cieszy - płacz nie wywołuje smutku. - Autoportret
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum